Wednesday, 19 November 2014

TRAVEL | Kusadasi, Turkey (Project M.E.N.U. Meals in Europe from National to Universal)

Powoli mija miesiąc odkąd z moim nieodzownym szczęściem (dobrze mieć wśród znajomych taką osóbkę jak Magda) zostałam zaproszona do projektu, ale takiego bardzo praktycznego w połączeniu z przyjemnym (a jakże!) projektu organizowanego przez TUFAK Turkish National Agency and European Commission.

Nad czym pracowaliśmy?

Sama nazwa projektu mówi chyba wystarczająco ale tak na wszelki opowiem w skrócie – opracowanie międzynarodowego MENU dla ośmiu narodowości - Turcji, Francji, Hiszpanii, Bułgarii, Rumunii, Litwy, Łotwy i Polski. Przez kolejne dni pracowaliśmy w grupach narodowych nad prezentacją o Polsce i narodowym menu – każde z państw było zobowiązane przygotować menu złożone z czterech dań: przystawki, zupy, dania głównego i deseru.




Gdzie?

Projekt M.E.N.U. odbył się w bardzo komfortowym Alish Hotel w niezwykle pięknej i słonecznej wakacyjnej miejscowości Kusadasi do której tak naprawdę odbyłam długą podróż z Poznania (miasta w którym studiuję) przez deszczowy Berlin lotem do gorącego Izmiru i z tamtąd w końcu dotarłam na miejsce. Podróż była dość wyczerpująca – dotarłam bardzo późno wieczorem, ale już teraz mogę powiedzieć że warto było przebyć taką drogę. 
Jakkolwiek sama Turcja nie jest dla mnie nowością - tak w Izmirze i okolicach byłam pierwszy raz, dlatego chętnie obserwowałam okoliczne widoki, ale o tym zaraz.










  


Projektem finalnym było stworzenie międzynarodowego menu. Ze względu na ilość krajów postanowiliśmy zrobić dwa menu.

Nasze polskie menu składało się z:
  • przystawka: KORECZKI ŻAGLE (skład: ogórki kiszone, kabanosy i polska wędlina)
  • zupa: BARSZCZ
  • danie główne: PIEROGI (to danie zrobiło furorę – no bo jak można nie lubić pierogów???)
  • deser: KRUCHE CIASTO (ze śliwkami i polskimi jabłkami)
  • napój: KOMPOT z owoców (również rewelacja)
  • dodatki na stole: PTASIE MLECZKO, MICHAŁKI z Wawelu i oczywiście ŻUBRÓWKA





W trakcie tworzenia prezentacji naszej pięknej Polski uwzględniliśmy elementy historii, kultury, ubioru, muzyki i tańca oraz oczywiście kuchnię. 
Poniżej dość ciekawy filmik ukazujący dość burzliwą historię naszego pięknego kraju:


Poważne zamieszanie wprowadziła nasza „prezentacja” polskiego folkloru i walorów artystycznych a mowa o Donatanie i jego „Słowianach” (hmm... czyj to by pomysł żeby to pokazać?). Opinie były bardzo podzielone na bardzo na tak i bardzo na nie (zależnie od płci). Niemniej jednak urocze polki Donatana zostały przez wszystkich zauważone :)

A tak wyglądały warsztaty:






CZAS WOLNY

Przez cały pobyt towarzyszyła nam wspaniała pogoda 25-32 oC, dlatego też w przerwach między lunchem a zajęciami spędzaliśmy czas na najbliższej plaży Long Beach, przy hotelowym basenie bądź w hotelowym spa. Poza tym udało nam się trochę zwiedzić Kusadasi gdzie w zacnym towarzystwie Magdy, Leo i kilkoma innymi osobami powędrowaliśmy wzdłuż Morskiego deptaku na Ptasią Wyspę z zamkiem.










Udanym dniem okazał się dzień w Dilek Yarımadası-büyük Menderes Deltası Milli Parkı. Po śniadaniu zabrano nas kawałek na południe od Kusadasi do miejsca gdzie znajdowała Jaskinia Zeusa. Według legendy jaskinia ta stanowiła dla Zeusa miejsce, gdzie spotykał się i kąpał z innymi kobietami w ukryciu przed żoną Herą.










Zaraz po wizycie w jaskini pojechaliśmy dalej w głąb parku. Sama droga już była wręcz niesamowita ze względu zapierające dech krajobrazy. W końcu dojechaliśmy na kamienistą plażę i na miejscu czekała na nas niespodzianka w postaci dwóch lokalnych mieszkańców - dość śmiałych dzików, które uparcie próbowały zabrać nam jedzenie (zupełnie jakbym widziała mojego psa ). Co chwila podkradały się do pudła z jedzeniem a nawet właziły na stół. Po godzinie takich podchodów doszłam do wniosku, że dziki całkiem nieźle się bawią w te podchody. Ja w sumie też miałam niezłą zabawę, dopóki dzik nie zaczął podążać i w moją stronę. Ostatecznie okazało się, że te dziki są zaprzyjaźnione z plażową restauracją i nawet już mają nadane imiona (a szkoda bo już chciałam je jakoś pięknie po polsku nazwać).
Po plażowaniu poszłyśmy na wspinaczkę po klifach. Dobrze że miałam ze sobą Magdę, która całkiem nieźle radzi sobie z wdrapywaniem się na różne wysokości i to ona miała oko na drogę. A warto było bo mimo że nie było to do końca bezpieczne, to widok był niesamowity.





Atrakcyjne rybki oczywiście :)








Ostatniego dnia pojechałam do Efezu – jednego z 12 starożytnych miast jońskich w Azji Mniejszej.















Commercial of brothel







Nasza pani przewodnik była dość energiczna i narzuciła ekspresowe tempo na omawianie elementów krajobrazu. My z Magdą ciągle byłyśmy gdzieś w tyle ze względu na sesje zdięciowe :D Ale nie ma tego złego ponieważ w międzyczasie wyłapywałyśmy strzępki informacji od innych przewodników i tak np. dowiedziałyśmy się, że najbogatsi mieszkańcy starożytnego Efesu mięli dość ciekawy sposób na utrzymanie szczupłej sylwetki przy obfitym jedzeniu. Jak się okazuje – każdy bogaty dom poza łazienką posiadał tzw. vomitorium, czyli specjalne pomieszczenie na ustne wydalenie spożytego pokarmu. Obecnie nazywa się to bulimia, natomiast kiedyś była to całkowicie normalna a wręcz elitarna sprawa :) Z Efesu wróciłam z pięknym kuferkiem na biżuterię.


Ostatnia noc – urodziny Magdy, noc pożegnalna. Nie obyło się bez tańców dzięki Leo – naszego tancerza z Argentyny. To Leo przez cały czas rozkręcał napięcie zajęć intensywnymi treningami i wprowadzał pozytywną energię.

W drodze powrotnej do Izmiru wraz z bułgarską ekipą zrobiłyśmy ostatnie zdięcia. Każdy pojechał w innym kierunku. Magda poleciała z Izmiru do Wiednia, mnie czekała podróż do Stambułu a później powrót do Berlina.




PHOTOGRAPHERS:

Edvinas, Magda and me :)